fbpx

Nie pracuję? Wytwarzam dobra najcenniejsze dla społeczeństwa. Co mi w tym pomaga?

Uwielbiam określenia „urlop macierzyński” i „siedzenie w domu z dziećmi”. Ciekawe, że ludzie nie mówią raczej o „wygrzewaniu się na Antarktydzie”?

-Kiedy pójdziesz do pracy? – słyszałam nie raz. Czym się zajmujesz? Aaaa… nie pracujesz?

Choć rozumiem, że powyższe pytanie dotyczy zarabiania pieniędzy, a „urlop macierzyński”, czy wychowawczy oznacza przerwę od pracy wykonywanej zawodowo. Jednak mam poczucie, że językowo mi to trochę zgrzyta. Wszak, skoro język kształtuje nasze myślenie, budzi to jakąś negatywną konotację, może nawet skojarzenie z nicnierobieniem, czy działaniem niższej jakości niż praca zarobkowa. Z ciekawości sprawdziłam w słowniku PWN definicję słowa „praca”. Cytuję:

praca[1]

  1. «celowa działalność człowieka zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr materialnych lub kulturalnych»

  2. «wytwór takiej działalności, zwłaszcza w dziedzinie nauki lub kultury»

  3. «zajęcie, zatrudnienie jako źródło zarobku; też: instytucja, w której się pracuje zarobkowo»

  4. «funkcjonowanie organizmu, narządu lub urządzenia»

  5. «wielkość fizyczna określająca ilość energii potrzebnej do przemieszczenia ciała materialnego w przestrzeni, równa iloczynowi wartości siły działającej na to ciało przez wartość przebytej przez nie drogi»

Ostatnią definicję zostawiam dla fizyków i stwierdzam, że matka niezarabiająca spokojnie spełnia pierwszą, druga i czwartą definicję pracy. Czyż wychowanie młodego człowieka (albo kilku) nie jest celową działalnością, a zasób ludzki najwyższym dobrem dla społeczeństwa? Nie licząc wszelkich wytworzonych dóbr w postaci np. przyrządzonych posiłków? Czy cały wysiłek włożony w dbanie o bezpieczeństwo, zdrowie i zaspokajanie przeróżnych potrzeb pociech, wszelkie formy okazywania miłości dzieciom to nie jest praca? Tak często niedoceniana, nieprzeliczona na godziny i stawki, wykonywana w dzień i w nocy. Bywa, że bez urlopu, czy dłużej przerwy, jeśli nie ma się wsparcia w innych dorosłych. A nie, zapomniałam- przecież skoro jesteś na urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym to masz luz prawda? Definicja słownikowa określa urlop, jako (cytując za słownikiem PWN):

 urlop [2]«ustawowo zagwarantowana płatna lub niepłatna przerwa w wykonywaniu pracy; też: przerwa w służbie wojskowej, w odbywaniu kary pozbawienia wolności itp.»

Znowu wracamy do tego, czym właściwie jest praca. Ale jak widać, nasze skojarzenia z wakacjami, czy czasem wolnym to już wpływ naszej kultury. Bo na urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym o czas wolny wcale nie łatwo. Jeśli pracujesz zarobkowo prowadzisz własną działalność gospodarczą to łączysz dwa- a może kilka etatów.

Myślę, że macierzyństwo w kontekście pracy ciekawie przedstawione jest w tym filmiku, choć do końca się z nim zgadzam. Przerwy, spanie i jedzenie to coś czego mamy również potrzebują, choć wiem, że różnie bywa z zaspokajaniem tych potrzeb i czasem rzeczywiście nie jest to łatwe. W tym filmiku brakuje mi też taty i innych dorosłych. W każdym razie, jeśli trzymasz kawę to lepiej odstaw kubek. Oglądanie grozi wybuchami śmiechu lub wzruszeniem.

Zdjecie: James Wheeler,Unsplash

Zostawmy kwestię pracy i urlopu. Chciałabym podzielić się z Tobą tym co mi pomaga na macierzyńskiej drodze. O tym jest dalsza część tego artykułu.

Jestem mamą dwóch małych dziewczynek i nienarodzonego jeszcze maluszka. Coraz częściej wychodzę z domu w różnych celach, czy to zawodowych, czy prywatnych i mam w związku z tym pewną obserwację. Te dni, które spędzam od rana do wieczora z dziećmi bez wsparcia innych dorosłych bywają najtrudniejsze. Gdy jestem w pracy mogę spokojnie pójść do toalety, bez towarzystwa lub intensywnego walenia w drzwi z okrzykiem „ Maammoooo! Wpuść mnie”. Mogę tam zostać choćby minutę i pooddychać w ciszy. W domu nie zawsze mam taki luksus. Zdarzają mi się dni z ciepłą kawą, choć częściej picie jej obarczone jest ryzykiem nagłego przerwania tegoż przez niespodziewane okoliczności, które mnie zaskakują każdego dnia swoją różnorodnością.  I odgrzewania jej w mikrofalówce. Czasem trzy razy.

DBANIE O SIEBIE

Staram się dbać o swoje zasoby. Wiem, że z pustego naprawdę i Salomon nie naleje, a mi też niebyt to wychodzi. Więc dbam o to, by w moim metaforycznym kubeczku nie było pusto. Służy mi przekonanie, że to moja odpowiedzialność, a nie egoizm. Więc owszem siadam czasem. Kosztem nieprasowania, kosztem tego, że pranie do poskładania poczeka, czy kosztem czegokolwiek innego. Siadam, by zadbać o siebie, poczytać kilka stron książki, spróbować jednak tej kawy, pogadać z kimś dorosłym.

Siedzenie, czy jakiekolwiek inne zadbanie o siebie jest jednak świadomą decyzją, która nie przychodzi mi łatwo (choć coraz łatwiej, bo gdy nie jestem na skraju wyczerpania mam znacznie więcej cierpliwości i empatii, a Ty? J ) . Bo już wiem, że ta niewidzialna robota żony i matki bywa nie do przerobienia. I zajęło mi sporo czasu nauczenie się tego, że potrzebuję się o siebie zatroszczyć. Zawsze znajdzie się coś, co jest niezrobione, na wczoraj, albo czeka od pół roku ukryte pod kategorią „niezbyt pilne”. Wołają do mnie te małe i wielkie sprawy, gdy przechodzę przez mieszkanie i zastanawiam się od czego zacząć tym razem, gdy tymczasem dzieci szykują dla mnie kolejne atrakcje, na wypadek, gdybym jednak się ze wszystkim wyrobiła. Dlatego dla mnie dbanie o siebie dzieje się przede wszystkim w głowie. W łagodności i akceptacji dla nieidealnej siebie. W docenianiu siebie samej za to co robię. W ustawieniu sobie w głowie priorytetów. W dawaniu sobie prawa do słabości i proszenia o pomoc.

Przy prawie dwulatce i prawie czterolatce, którym zdarza się razem bawić, zdarza mi się wychodzić do innego pomieszczenia niż to, w którym one aktualnie przebywają. Choćby po to by oddać się rozkoszy lub próbie (bo bywa, że robię to w kilku podejściach) zmywania naczyń w towarzystwie audiobooka. Ponieważ wyjście jest obarczone pewnym ryzykiem często zdarzają mi się niespodzianki, na przykład taka.

PRACA NAD SOBĄ

Co robisz w takiej sytuacji?

Porozumienie bez Przemocy pokazuje mi, że nie muszę w tej sytuacji reagować z automatu, ale mogę dokonać świadomego wyboru pomiędzy kilkoma reakcjami.

  1. OBWINIANIE KOGOŚ

Może się zadziać myślach lub na głos. W tej sytuacji najprawdopodobniej padłoby na męża: „Świetnie! Skoro Z. układała rano na nocniku koraliki, a on dał jej cały zestaw, to mógł potem schować! Przecież to jasne, że kiedy M. je zobaczy, to zaraz rozsypie! Co on sobie wyobraża, że kto to teraz będzie sprzątał?! I co to w ogóle za pomysł, żeby kupować maluchom coś takiego? Czy on nie pomyślał, jak to się skończy?!”.

Albo na dzieci: „Czy wy zawsze musicie coś rozsypać? Czy ja nie mam co robić, tylko po was sprzątać?”.

  1. OBWINIANIE SIEBIE

„Nie potrafię tak ogarnąć sytuacji, żeby takie rzeczy się nie zdarzały. Ciągle coś takiego mi się przydarza. Widziałam rano, że Z. bawi się tymi koralikami, mogłam od razu je schować, mogłam się domyślić, że tak będzie. Co ze mnie za niezorganizowana matka?! Sama dokładam sobie roboty przez swoje niemyślenie”.

  1. EMPATIA DLA SIEBIE

Mogę też dać sobie empatię. „Czasem mi trudno, jak widzę coś takiego. Wkurzam się, bo chciałabym, żeby w domu był porządek, a tu znowu kolejna rzecz do ogarnięcia. Chciałabym większej łatwości i spokoju, choćby umycia naczyń za jednym podejściem bez niespodzianek, gdy tylko wyjdę do kuchni”.

  1. EMPATIA DLA DRUGIEJ OSOBY

W myślach: „M. lubi bawić się koralikami. Dla niej to możliwość eksperymentowania, rozwoju i daje jej to sporo radości. Nie wie, że to dla mnie może być, jakiś problem.”

Lub w słowach: „Lubisz się bawić koralikami?”

  1. WYRAŻANIE SIEBIE

Powiedzenie tego co u mnie, jakie mam potrzeby, do czego zapraszam.

„Widzę, że wszystkie koraliki są rozsypane na podłodze. Zależy mi na porządku. Chciałabym, żebyśmy posprzątały je razem. Jak możemy to zrobić? Macie jakiś pomysł”

Która z tych reakcji jest Ci najbliższa? Która chcesz częściej praktykować w swoim życiu?

Tego dnia, choć różnie ze mną bywa (cały pracuję nas sobą) wybrałam empatię dla siebie. I pozwoliłam dzieciom bawić się tymi rozsypanymi koralikami, ile chciały, byle w obrębie łazienki. Zbierały, przesypywały i rozsypywały je na nowo. Dało mi to luz i trochę czasu na zrobienie tego co zaplanowałam oraz zaowocowało przyjemną atmosferą. Ostrzegłam tylko męża, że może zastać niespodziankę, gdy wróci do domu. A wieczorem posprzątałam łazienkę razem z dziećmi- kiedy były do tego chętne i miałam dość cierpliwości do ich prób zamiatania. 😉

 

Ten przykład jest o tym, że ciągle jestem na drodze rozwoju. Uczę się, szkolę, czytam, wyciągam wnioski. Przydaje mi się to nie tylko w pracy psychologa, ale również w moim macierzyństwie. Wiedza na temat psychologii i  rozwoju dziecka niejednokrotnie daje mi większy spokój i szerszą perspektywę. Praca nad moimi emocjami sprawia, że coraz więcej we mnie cierpliwości i łagodności (choć miewam kryzysy), a praktykowanie Porozumienia bez Przemocy przemienia moje reakcje- nie tylko z dziećmi.

No i samo w sobie przebywanie z dziećmi- to najlepsze z możliwych szkoleń. Dzięki nim poznaję swoje granice i uczę się asertywności (również od nich). Pokazują mi, co jest w życiu naprawdę ważne i naciskają różne czułe punkty do przepracowania. Dają impuls refleksji i ciągłego rozwoju oraz zdobywania umiejętności, które chciałabym je przekazać (bo najpierw muszę je mieć rzecz jasna, a często dostrzegam, że… nie mam). Uczą mnie czym jest życie tu i teraz, prawdziwa radość i zabawy i ciekawość świata. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać… Czego Ciebie uczą Twoje dzieci?

ZMIANA PERSPEKTYWY

Po całym dniu prania, sprzątania, gotowania, podawania jedzenia i sprzątania go spod stołu (i nie tylko), przebierania i mycia dzieci, zabawy z nimi, przytulania, karmienia piersią, interweniowania w kłótniach, czytania im…. i mnóstwa innych czynności… mieszkanie sprawia wrażenie, jakbym nic nie robiła. Długo tak się właśnie czułam- że to całe moje zmęczenie jest niewiele warte, bo nie ma „efektu”. Bo nie potrzebuję Perfekcyjnej Pani Domu w białych rękawiczkach, żeby stwierdzić, że mieszkanie wymaga sprzątania- wystarczy wejść do jakiegokolwiek pomieszczenia. Bo na obiad znowu zupa, albo coś szybkiego z mrożonych warzyw. Bo nie wszystko to co zaplanowałam udało mi się zrobić… Kończyłam więc intensywny dzień, pełen dawania z poczuciem winy, że to wciąż za mało, że to pewnie „kwestia organizacji” i, że zapewne nie ogarniam życia.

I tak. Czasem jestem w takim miejscu. Na szczęście w ciągu ostatnich lat sporo się w moim życiu zmieniło i coraz częściej mam już zupełnie inną perspektywę.

„Brudne naczynia dowodzą, że moja rodzina jest nakarmiona.
Pełny kosz oznacza, że sprzątam.
Zabałaganiona podłoga, że dzieci dobrze się bawią.
Stos prania świadczy o tym, że moja rodzina ma czystą odzież.
Mokra podłoga w łazience, że dzieci właśnie prały prysznic.”

To taka mądrość internetu nieznanego autora, w pełni się pod nią podpisuję.

NASTAWIENIE NA WDZIĘCZNOŚĆ

Choć to nie zmienia okoliczności w których jestem, moje nastawienie i to na czym się skupiam ma ogromne znaczenie. Chcę jak najczęściej wybierać miłość, empatię i wdzięczność.

Jestem wdzięczna, że mogę towarzyszyć moim dzieciom w ich kłótniach i wspierać je w porozumieniu.

Jestem wdzięczna, że mogę wspierać je w przeżywaniu wielkich emocji w małych ciałach- także tych trudnych.

Jestem wdzięczna, że mogę oglądać ich ciekawość świata i być świadkiem ich kreatywnych eksperymentów (choć efekty nieraz wymagają sporo cierpliwości i sprzątania).

Jestem wdzięczna, że mam dla kogo sprzątać. I mam co, bo mamy gdzie mieszkać (nawet jeśli to wynajmowane mieszkanie).

Jestem wdzięczna, że potrafię przygotować posiłek i mam pieniądze, by zrobić zakupy.

Jestem wdzięczna, za ciągłe „Mamooo!”, bo to oznacza, że moje dzieci potrafią prosić o pomoc.

Mogę być wdzięczna za miliony rzeczy i zdarzeń. Większość jest taka codzienna i zwykła, że nawet tego nie zauważam. A może jednak warto?

Gdy spotkałam się po raz pierwszy z praktykowaniem wdzięczności byłam zaskoczona, że mogę być wdzięczna nie tylko Bogu, czy innym ludziom, ale też SOBIE. Nigdy wcześniej nie mówiłam sobie „dziękuję”. Teraz zdarza mi się to robić. I doceniać mój wysiłek. Nawet wtedy, gdy nikt inny go nie zauważa. Robię naprawdę niesamowitą robotę. Jak wszystkie mamy. Jeśli jesteś mamą: Robisz naprawdę niesamowitą robotę! Powiedź dziś sobie szczere: Dziękuję! Jeśli nie jesteś mamą, jestem pewna, że też masz takie obszary, w które wkładasz mnóstwo pracy i wysiłku. Za co chciałabyś sobie podziękować?

Podoba mi się, jak o wdzięczności napisała Linda Grześkiewicz- Strumidło na swoim blogu  Jej tekst porusza mnie do głębi i zachęca do praktykowania wdzięczności.

NIE JESTEM SAMA

Pomaga mi pamięć o tym, że naprawdę nie jestem z tym wszystkim sama. Mój mąż jest pełnoprawnym rodzicem naszych dzieci. I choć nie dzielimy się obowiązkami po równo, jesteśmy jedną drużyną, a jego relacja z dziećmi jest równie ważna jak moja.

Mogę prosić o pomoc, gdy tego potrzebuję. Mogę szukać nowych strategii, gdy wydaje mi się, że na tę pomoc nie ma szans. Mogę przyjmować pomoc od innych, gdy mi ją proponują bez poczucia winy i porównywania się z innymi, którzy zdają się ogarniać bez tego. Mogę odpuścić to, że ta pomoc nie jest idealna, że może coś zrobiłabym inaczej. Mogę skorzystać z pomocy niani, choćby na kilka godzin w miesiącu. Naprawdę nie muszę być Matką Polką umęczoną i dźwigać wszystkiego na swoich barkach.

Pomaga mi modlitwa. Wierzę, że Bóg jest Dobry i wspiera mnie w każdej trudności. Często, gdy jest mi trudno, gdy czuję się bezradna, czy przemęczona, modlę się, choćby aktami strzelistymi: „Jezu Ty się tym zajmuj!”, „Pomóż mi! No weź”.

Pomaga mi poczucie wspólnoty z innymi mamami. W przyjaźniach na żywo i w grupach na Facebooku. (Bardzo polecam wartościowe, wspierające grupy np. Wymagajace.pl – Magdalena Komsta – grupa w duchu RB, gdzie spotykają się głównie mamy małych, często wymagających dzieci, a ja czasem odpowiadam na posty, jako moderator ekspert (psycholog). Polecam również Domowe Zawirowania. Budowanie relacji i rozwój osobisty Agnieszki Pieniążek  oraz „Niewiastę dzielną któż znajdzie…”, założoną przez Magdę Karpienia, w której wierzące kobiety wspierają się w najróżniejszych sprawach

Rozmowa z osobami, które dają wsparcie i empatię jest bezcenna. Dzielenie się wątpliwościami i  doświadczeniami z innymi mamami pokazuje, że wiele pytań i trudności nas łączy. A wiele z nas już przeszło niektóre z nich i mówią z pełnym przekonaniem „wszystko mija, nawet najdłuższa żmija”.

Jeśli potrzebujesz wsparcia w macierzyńskich wyzwaniach możesz porozmawiać ze mną.

 

Ciekawa jestem, jak Ty odnosisz się do kwestii macierzyńskiej pracy? Co Ciebie wspiera? Jakiego wsparcia potrzebujesz?

 

Napracowałam się nad tym wpisem. Jeśli uważasz go za wartościowy, proszę, podziel się nim, z innymi mamami. Być może będzie dla nich wsparciem. 🙂

Zapraszam Cię do śledzenia mojego bloga. Jeśli masz ochotę napisz mi, o czym chcesz tutaj poczytać.

Dorota

[1] https://sjp.pwn.pl/sjp/praca;2507726.html

[2] https://sjp.pwn.pl/szukaj/urlop.html

2 Comments

  1. Trafne oj trafne…jakbym czytała o sobie i miejscu w którym teraz jestem…nigdy sobie nie podziękowałam, zawsze czekałam by inni to zauważyli co ciągle robię by udowodnić sobie jaka jestem perfekcyjną…świetny tekst;)

    1. Dziękuję Aleksandra. Możesz być sobie wdzięczna, doceniać siebie, dziękować sobie- siebie zawsze masz pod ręką, by to zrobić :).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *