fbpx

Tłumienie złości szkodzi piękności. Czyli o tym, czym jest złość i czemu służy

Przysłowie mówi: „złość piękności szkodzi”. Tłumienie złości nie prowadzi jednak do szczęścia, zdrowia ani piękności. Raczej do depresji. Za to świadomie jej przeżywanie przynosi ważne informacje, pomaga poznać siebie i innych, jest sposobem na kontakt. Więc, jak to jest z tą złością?

Zdaję sobie sprawę, że nieprzyjemnie i trudno jest odczuwać złość. Kiedyś nie znosiłam jej czuć, bo zwykle kończyło się to katastrofą. Może nie ofiarami w ludziach, ale jednak uszczerbkiem na relacji z sobą lub kimś dla mnie bliskim. Tłumiłam ją, a czasem wybuchałam pod jej wpływem. Nie lubiłam być świadkiem jej przeżywania, bo wyrażanie tej emocji odbierałam jako atak na siebie. Nadal mi się to zdarza. Teraz jednak już wiem, że złość wcale nie jest po to, aby utrudniać nam życie. A przynajmniej nie musi być.

Photo by Miguel Bruna on Unsplash

Po prostu: emocja
Złość jest emocją, tak jak radość, smutek, zdziwienie. Emocji jest wiele i nie podlegają one moralnej ocenie. Same w sobie są neutralne. Przychodzą, trwają około 90 sekund i przemijają. Lub zostają na dłużej podsycane myślami. Złość często bywa przykrywką dla innych emocji. Zwykle, z różnych powodów chowają się pod nią strach lub smutek.

Spotykam się czasem z podziałem emocji na pozytywne i negatywne. Nie lubię go, bo budzi we mnie skojarzenia, że źle jest odczuwać te drugie. Złość oczywiście się do nich zalicza i nie ma dobrego PR-u. Choć jest nieprzyjemna, masz prawo do jej odczuwania, tak samo jak do każdej innej. Każdy człowiek ma takie prawo. Twoi bliscy, każde dziecko, ja i Ty.

Złość jest emocją, która niesie ze sobą wielką energię i moc do działania. Do walki, obrony siebie lub innych, ochrony tego co dla mnie ważne, sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i zła, niezgody na niechciany dotyk. Daje siłę do zmiany. Przeciwieństwem złości nie jest radość, ani spokój. To depresja. To brak energii, brak nadziei, że coś można zrobić. To bezradność. Przeżywanie złości jest ważne dla dobrego zdrowia psychicznego.

Photo by Viktor Theo on Unsplash

Kontrolka i potrzeby
Zdarzyło Ci się jechać samochodem, w którym nagle zapaliła się czerwona kontrolka? Złość jest taką kontrolką. Sygnalizuję, że trzeba coś naprawić, albo dolać paliwa, bo inaczej jest ryzyko, że pojazd nie dojedzie do celu.

Kiedy odczuwam tę trudną emocję moje ciało mi o tym mówi. Ciśnienie krwi wzrasta, serce bije szybciej, oddech przyspiesza. Czasem czuję ścisk w żołądku lub suchość w gardle. Obserwuję te sygnały. Sprawdzam co je wywołuje. Jakie myśli przychodzą mi wtedy do głowy? Czego potrzebuję? Próbuję zidentyfikować o co mi chodzi.

Dzień, jakich wiele. Jestem w domu sama, z dwójka małych dzieci. Budzą się wcześnie i od rana wymagają opieki. Czuję dyskomfort, bo jestem głodna. Mogę dolać paliwa w postaci jedzenia, albo zignorować ten sygnał i „jechać” dalej. Przecież nie jest aż tak źle, na pewno dojadę, przyjdzie czas na śniadanie. Są ważniejsze sprawy, którymi muszę się zająć tu i teraz. Myję i ubieram dzieci, karmię je piersią, przewijam. Odbieram ważny telefon, koję płacz. Znowu przebieram. Szkoda mi czasu, żeby zajmować się sobą. Kiedy paliwa jest już naprawdę mało, kontrolka zaczyna migać. Czuję coraz większy głód, rośnie moje rozdrażnienie i trudniej mi zarządzać emocjami. Drażnią mnie drobiazgi, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Płacz dzieci, jakoś mocniej niż zwykle świdruje mi uszy. Jeśli nie zatankuję, mogę jeszcze kawałek pojechać na oparach, ale nie wiem na jak długo wystarczy mi paliwa. Trudno mi przewidzieć, kiedy mój samochód zatrzyma się, a ja będę potrzebowała pomocy. Kiedy nastąpi ten moment, w którym dłużej już nie wytrzymam, czara się przeleje, a ja wybuchnę.

W tej sytuacji rozpoznanie kontrolki nie jest trudne. Muszę zatankować. Potrzebuję jedzenia. Bywa jednak tak, że jadę i w moim mózgowym samochodzie zapala się JAKAŚ kontrolka, albo więcej. Na początku nie wiem o co chodzi, muszę zatrzymać się i zastanowić się co ona oznacza. Nie pomoże mi wyłączenie lampki, jeśli nie rozwiążę problemu, który się za nią kryje. Zamiast tłumić złość, odczuwam ją, akceptuję, że jest i szukam tego co za nią stoi.

Zjadłam śniadanie, ale nadal czuję się rozdrażniona. Szukam głębiej. Może za mało spałam? Albo potrzebuję wsparcia, bo dzieci są dziś tak wymagające, że już nie daję rady? Albo po prostu chcę pobyć z kimś dorosłym? Brakuje mi czasu dla siebie, chwili spokoju? Chodzi o coś jeszcze coś innego? Gdy już to znajdę mogę znaleźć strategię na zaspokojenie tej potrzeby. Jeśli brakuje mi kontaktu z kimś dorosłym mogę sięgnąć po telefon lub wyjść z dziećmi na spacer. Zazwyczaj mogę poszukać i okazuje się, że jest jakiś sposób, w który mogę wyjść naprzeciw moim potrzebom. Czasem jest to trudne. Wtedy staram się przynajmniej okazać sobie empatię, poszukać wsparcia, zastanowić się kiedy to zrobię. Zaplanować to.

Już samo dostrzeżenie tego, ze czuję jakieś trudne emocje, bo czegoś potrzebuję, a nie mam, mi pomaga. Kiedy wiem, że prawdziwym źródłem moich emocji nie jest otoczenie, a moje niezaspokojone potrzeby łatwiej mi wziąć za nie odpowiedzialność. Zdecydować, czy teraz jestem w stanie zająć się moją potrzebą, czy jednak chcę to odłożyć na potem, a teraz zająć się dziećmi. A może to jest do pogodzenia? Jeśli nie mogę teraz porozmawiać z nikim dorosłym może uda mi się to wieczorem, gdy wróci mąż, a teraz przynajmniej włączę radio? Żeby móc zauważyć potrzebę muszę być w kontakcie ze swoją złością. Dostrzec ją. Zaakceptować. Świadomie przeżyć. Zastanowić się: o co mi tak naprawdę chodzi?

Photo by Isaiah Rustad on Unsplash

Granice i kontakt
Złość może być też kontrolką migającą o zagrożeniu i konieczności obrony. O naruszeniu granic, które oddzielają to co moje, od tego co czyjeś. To taki czujnik parkowania, wysyłający sygnały dźwiękowe, gdy nie zostanie zachowana odpowiednia odległość.

Granice nie są sztywne. Przebiegają inaczej w stosunku do osób mi bliskich, niż do znajomych czy dla osoby przypadkowo spotkanej na ulicy. Ten sam tekst w ustach różnych ludzi, może wywołać we mnie odmienną reakcję. Zmieniają się też w zależności od sytuacji, kontekstu, kondycji fizycznej i psychicznej. Jednego dnia uznam żarciki męża za całkiem śmieszne, a innego, gdy jestem zmęczona i poirytowana, te same słowa ocenię (zwykle nieświadomie), jako naruszające i zareaguję złością. To nie samo zachowanie mnie złości, ale moja ocena tego zachowania.

Każdy z nas ma te granice trochę gdzie indziej, więc mojemu mężowi może być trudno zrozumieć, czemu na, jego zdaniem, prześmieszny żart reaguję złością. Dla niego to nic naruszającego. Bywa, że sama nie wiem dokładnie, gdzie są moje granice dopóki ktoś ich nie przekroczy.

Świadomie przeżywana złość może służyć nie tylko nawiązaniu kontaktu ze sobą, ale też z innymi.
Kiedy subtelne komunikaty nie docierają, dzięki wyrażaniu złości pokazuję, że coś naprawdę ma dla mnie znaczenie. „Teraz już przegiąłeś!”-zdarza mi się powiedzieć mężowi, gdy coś, choćby wspomniany żart mocno mnie uderzy-to jest właśnie ten moment. To nie jest komunikat o nim, tylko tak naprawdę o mnie. Poznaję siebie, widzę, co jest w stanie zrobić na mnie wrażenie, a co nie. O co jestem w stanie walczyć, czemu się sprzeciwię, co mnie obraża. Dzięki odczuwaniu złości właśnie. Chciałabym tu zaznaczyć, że przyczyną mojej złości nie jest drugi człowiek. Jej przyczyną jest MOJE MYŚLENIE- interpretacja, którą tworzę o tym, co ten człowiek powiedział lub zrobił. Albo nie zrobił, a moim zdaniem powinien.
Podobnie z innymi osobami. Zdarza mi się czasem być zaskoczoną złością drugiej osoby w reakcji na moim zdaniem niewinny tekst, który dla niej był naruszeniem granic. Teraz już wiem, gdzie one są. Może zupełnie gdzie indziej niż moje. To uświadamia mi, że nie każdy myśli tak jak ja. Wzięcie pod uwagę perspektywy tej drugiej osoby daje mi szansę na poznanie jej i na pogłębienie relacji z nią.

***

Kiedyś nie znosiłam czuć złości, bo zwykle kończyło się to katastrofą. Teraz wiem, że może być zasobem. Jest potrzebna zdrowiu. Bez niej nie ma zmian. Zdaje sobie jednak sprawę, że takie korzystanie z możliwości, które niesie złość jest niełatwą umiejętnością. Wymaga zauważenia tego, co się ze mną dzieje. Akceptacji trudnych emocji. Zatrzymania. Świadomego przeżywania, zamiast automatycznego działania w formie obrony lub ataku. „Nie rób byle czego, już lepiej stój i patrz”-mówi buddyjskie powiedzenie. Życzę Tobie i sobie zdolności do zatrzymania się i uważnego przyjrzenia się potrzebom i granicom. Zanim zadziałamy. Tak, by złość służyła naszemu życiu i relacjom z sobą i z innymi.

Ciekawa jestem, co teraz myślisz na temat złości? W jaki sposób ją odczuwasz ją w swoim ciele? Czy potrafisz się nad nią zatrzymać i zobaczyć jakie niesie ze sobą informacje o Twoich potrzebach i granicach? Jeśli masz ochotę, podziel się tym ze mną w komentarzu. 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *