fbpx

„Tylko nie mów nikomu”- co mogę zrobić by uchronić dziecko przed molestowaniem seksualnym?

Są takie filmy, które się pamięta. Jestem mamą, psychologiem i katoliczką. Film dokumentalny braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” [1] bardzo mnie poruszył. Nie jestem w stanie podjąć tu wszystkich przemyśleń, jakie we mnie wzbudził. Skupię się więc dziś na perspektywie mamy małych dzieci, o które chcę zadbać i zrobić tyle, ile jestem w stanie, by uchronić je przed molestowaniem seksualnym. Wszak badania prowadzone wśród Polaków powyżej 15 roku życia pokazały, że przed osiągnięciem tego wieku, nadużycia seksualnego przez osoby dorosłe (oczywiście nie tylko przez księży) doznało od 11-16% kobiet i 6-18% mężczyzn (Lew-Starowicz 2002, Sajkowska 2001, 2009, 2010). W zdecydowanej większości przypadków dziecko znało sprawcę[2].

Nie mamy całkowitej odpowiedzialności za bezpieczeństwo naszych dzieci, bo to oznaczałoby całkowitą kontrolę nad ich życiem, a nawet wtedy byłoby to tylko poczucie bezpieczeństwa- zawsze przecież może się wydarzyć, jakiś wypadek.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że Korczak pisał o prawie dziecka do śmierci [3] byłam oburzona. Myślę, że jednak nie sposób odmówić mu słuszności. Bo zdarza się nam, rodzicom, że w swoich zapędach, by uchronić dziecko od śmierci, zabieramy mu życie, tłamsimy je. Nie chcę więc brać na siebie ciężaru całkowitej odpowiedzialności za dziecko, choć ogromnie trudno jest mi przyjąć do wiadomości, że może mu się coś stać. Że nie mogę mieć 100% pewności, że będzie bezpieczne. Nie chcę jednak wychowywać córek w atmosferze czyhającego zagrożenia i lęku przed światem. Chcę dawać im szansę na podejmowanie wyzwań, upadki i zdarte kolana, na sprawdzanie swoich możliwości, naukę na błędach.

A jednak mogę zrobić sporo, by o to bezpieczeństwo zadbać. Dziś piszę o tym szczególnie w kontekście ochrony przed wykorzystaniem seksualnym.

Szacunek dla dziecięcego „nie”

Czasem to robi na mnie naprawdę piorunujące wrażenie, jak bardzo dla małych dzieci ważna jest kwestia autonomii, wyrażania „nie”. One mają swoje granice. Nie każdego i nie zawsze chcą całować i przytulać, mogą nie chcieć przywitać się z ciocią, złapać za rękę kolegę z przedszkola, czy podzielić się swoją zabawką. Mogą nie zgadzać się na łaskotki, odmówić zjedzenia obiadu, albo zdjąć sweter mając inne zdanie niż ja na temat tego, czy jest im zimno, czy ciepło.

Czy ja mam w sobie zgodę na to, żeby to „nie” usłyszeć i zaakceptować? Czy nie naruszam cielesnych granic dziecka, jeśli nie widzę ku temu absolutnej konieczności (mam tu na myśli kwestie bezpieczeństwa, zdrowia i życia). Jak reaguję na: „Daj cioci buziaka”, kiedy widzę, że moje dziecko odwraca głowę? Czy potrafię je wtedy wesprzeć, czy raczej zachęcam je by nie słuchało siebie, tylko ulegam społecznej presji w imię „grzeczności”, czy „szacunku” do starszych i mówię: „Daj buziaka, bo cioci będzie przykro”? Ucząc w ten sposób, że ma pozwalać innym na przekraczanie swoich granic, żeby ich zadowolić, żeby ich nie zasmucić.  Że ich odczucia są ważniejsze niż odczucia dziecka. Że dorosły wie lepiej co dziecko czuje i czego potrzebuje.

„Daj rękę Antkowi, idziemy w parach. Jak to nie chcesz?”

„Siostra zabiera ci zabawkę? Ustąp jej, przecież jesteś starsza!”

„Czemu krzyczysz, przecież to zabawne! Przecież lubisz łaskotki!”

 „Zjedz jeszcze tylko kotlecika, na pewno jesteś głodny!”

„Załóż ten sweter, na pewno  jest ci zimno!”

Słyszę czasem takie zdania kierowane do dzieci i myślę sobie, że po takim treningu, może być im trudno zauważyć swój dyskomfort, jako zagrożenie i obronić się. Bo skoro w wielu codziennych sytuacjach dziecko ma ignorować swoje uczucia i potrzeby, to one nie są ważne prawda? Ważne jest żeby dorośli byli z niego zadowoleni. Czy nie funduję moim dzieciom takiego przekazu?

Chciałabym dla moich córek poczucia sprawczości. Chcę im przekazać, że mają prawo się sprzeciwić i nie przejmować tym, że ktoś się na nie pogniewa z tego powodu. Żeby mogły powiedzieć „nie” bliskim osobom, bez doświadczania za to krytyki, czy odrzucenia. Wtedy jest szansa, że będą miały odwagę to „nie” mówić też innym.

Inny zestaw pytań

Tonya Prince w artykule: ”Jak dobrzy rodzice nie zauważają, że dziecko padło ofiarą wykorzystania seksualnego i 5 pytań, które mogą to zmienić[4], pisze, że rodzice mogą w łatwy sposób przeoczyć wykorzystanie seksualne swojego dziecka. Autorka, jako dziecko padła ofiarą molestowania przez krewnego. Kiedy mama odbierała Tonye od mężczyzny witała ją z pozoru niewinnym pytaniem: „Czy byłaś grzeczna?”.

Kobieta wspomina, że zadawanie tego pytania od razu, jeszcze w obecności jej oprawcy, utwierdzało w niej przekonanie, że bez względu na okoliczności powinna być grzeczna i robić to co nakaże jej osoba, która sprawuje nad nią opiekę. Czuła presję, by powiedzieć „tak”. Bo, czy zadający takie pytanie dorośli nie oczekują odpowiedzi twierdzącej? Trudno jej było potem wycofać się z tego „tak” i tłumaczyć się, dlaczego wcześniej skłamała.

Pytając dziecko, czy było grzeczne i słysząc- czy to autentyczne, czy wymuszone „tak” usypiamy swoją czujność, bo skoro było grzeczne to przecież nic złego nie mogło się stać, prawda?.

Tonya napisała ten artykuł, sama będąc mamą. Odbierając syna z imprezy u kolegi z klasy usłyszała, że wielu rodziców zadaje dzieciom to samo pytanie co jej matka i poruszona tym zdarzeniem napisała apel do rodziców, by odbierając dziecko spod czyjejś opieki nie pytali, czy było grzeczne. W zamian proponuje zadawanie bardziej szczegółowych pytań:

  • Z czego jesteś zadowolony, z czego nie?
  • Co ci się najbardziej podobało? Co ci się nie podobało?
  • Jak spędziłeś czas?
  • Czy czułeś się bezpiecznie?
  • Czy jest coś jeszcze, o czym chciałbyś mi opowiedzieć?

Uważność na to co mówi dziecko, na jego emocje i zmiany w zachowaniu, ciekawość jego przeżyć może pomóc rodzicom zauważyć ewentualne trudności.

Bliska relacja

W wychowaniu naszych dzieci razem z mężem stawiamy na relację. Staram się nie stosować nagród, ani kar. W tym co mówię do dzieci chcę odejść jak najdalej od ocen. Mam takie marzenie, aby moje córki nie tylko wiedziały, że są zawsze, bezwarunkowo kochane, ale też to czuły. Czy tak jest? Mam poczucie, że jeśli nie boję się oceny i odrzucenia od bliskiej mi osoby, to mogę do niej przyjść i poprosić o pomoc. Mogę powiedzieć o tym co wstydliwe i trudne. Podzielić się niewygodną tajemnicą. Że nawet jeśli, ktoś mi powie „Tylko nie mów nikomu!”, to jej mogę powiedzieć zawsze, bo wiem, że dostanę wsparcie, a nie karę, że się w to wpakowałam. Chcę być taką osobą dla moich dzieci.

Staram się brać je na serio. Nie chcę do nich mówić „Nie przesadzaj”, „Nic się nie stało”, „Już nie boli”, ani traktować z góry ich codziennych problemów i dramatów. Zgubionej zabawki, piasku w butach, ani tego, że babcia robi lepsze kakao ode mnie. Może kiedyś będą miały zaufanie, że mogą przyjść do mnie, gdy ich problemy będą inne. Wkładam więc uwagę w to, by słuchać uważnie ich historii i udzielać pomocy, gdy mnie o nią proszą. Bardziej dodawać strategii niż je zabierać, mówiąc na przykład: „Idź z kubkiem powoli” zamiast: „Nie wylej” i zadawać pytania: „Jak myślisz, co możesz teraz z tym zrobić?”. Bo chciałabym, żeby widziały, że mają wpływ na swoje życie, a różne trudności mają swoje rozwiązania. Nie chcę do nich mówić „Nie przesadzaj”, „Nic się nie stało”, „Już nie boli”.

Próbuję rozmawiać z nimi o ich uczuciach i potrzebach. Towarzyszyć w emocjach. Dawać dużo dotyku pełnego miłości. Bezpieczna, bliska relacja, bezwarunkowa miłość okazywana w różny sposób, szacunek do dziecka i radość z tego, że po prostu jest karmią poczucie wartości (to określenie zaczerpnęłam od Małgorzaty Musiał z bloga http://dobrarelacja.pl/). To takie przekonanie, że jestem w porządku jako człowiek, że mogę lubić siebie i być kochana bo po prostu jestem. Takie, które niesie ze sobą szacunek i życzliwość do siebie i innych.

Pokazywanie granic

Nie martw się tym, że dziecko nigdy Cię nie słucha. Martw się tym, że zawsze cię obserwuje.”  Frederick Douglas

Trudno mi z tym zdaniem. Mnóstwo razy swoim zachowaniem pokazuję im… wcale nie to co chciałabym dzieciom przekazać. Staram się wyciągać wnioski i rozwijać, a jednocześnie mieć w sobie zgodę na błędy i bycie bardzo nieidealną mamą. I na to, że ciągle jeszcze uczę się swoich granic, asertywności i wychodzenia z roli grzecznej dziewczynki.

To zdanie daje mi też do myślenia w inny sposób: tym jak ja mówię innym, a także im-dzieciom- o swoich granicach, jak je pokazuję (bądź nie), to czy sama mam do siebie szacunek, jak reaguję, gdy ktoś moje granice narusza- tym modeluję, czyli daję córkom przykład. A one chłoną różne zachowania i słowa, jak gąbka. I zdarza mi się już usłyszeć od czterolatki:„Nie podoba mi się to!”, „Nie zgadzam się na to”.

Również to, jak traktuje mnie mój mąż jest dla moich córek sygnałem, jak one mogą być traktowane. Jak się traktuje kobietę, czy w ogóle inną osobę. Co jest normalne. To, jak są traktowane w domu,  z dużym prawdopodobieństwem poniosą potem w świat.

Rozmowy bez tabu i stereotypów

Czy szarpanie za włosy i klepanie dziewczynek po pupie, niewybredne komentarze na temat ich wyglądu, albo różne wulgarne określenia w stosunku do kobiet i dziewczynek, to „końskie zaloty”? Czy takie zachowanie świadczy o tym, że dziewczyna się chłopcu podoba? Czy stereotypowy przekaz, że „gdy dziewczyna mówi nie, to znaczy tak” wspiera szacunek do kobiet i ochronę ich godności? Czy może warto przekazywać chłopcom, że „nie znaczy nie” i nie dawać przyzwolenia na takie zachowania, w zamian ucząc ich, jak inaczej mogą wyrażać swoją sympatię? A dziewczynkom dawać przestrzeń na szacunek do siebie? I wspierać je w tym, by mogły o niego zadbać?

Czy mówienie „Nigdy nie wolno nikogo bić?”, gdy widzimy bijące się dzieci jest prawdziwe? Czy nie niesie przekazu: „Kiedy będziesz w niebezpieczeństwie, nie wolno Ci się obronić”?

Czy agresja jest zawsze zła? A może czasem pomaga o siebie zadbać, obronić swoje granice? Czy może zamiast krytykować za agresję moglibyśmy pokazywać dzieciom, co mogą zrobić by się obronić i jak prosić o pomoc?

Czy istnieje dla nas jakiekolwiek tabu? Czy jest taki temat, na który nie moglibyśmy z dzieckiem porozmawiać? Czy to dotyczący dziecięcej seksualności, czy jakikolwiek inny?

A może moglibyśmy z dziećmi też pewne sytuacje omówić? “Jeśli ktoś cię poprosi, żebyś gdzieś z nim poszła, nawet na chwilkę – chciałabym zawsze o tym wiedzieć. Nawet, jeśli ci powie że ja go przysłałam, że ja o tym wiem – sama mi o tym powiedź”. “Jeśli jakiś dorosły będzie cię zaczepiał, poproś o pomoc kogoś, kto będzie blisko. Powiedz głośno, że nie znasz tej osoby, a ona cię zaczepia i nie wiesz, co zrobić”.

Sporo cennych wskazówek o tym na co warto zwrócić szczególną uwagę, jak rozmawiać z dzieckiem na ten trudny temat oraz gdzie można się zwrócić po pomoc, a także filmik do wspólnego obejrzenia można znaleźć na stronie programu stworzonego przed Fundację Dajemy Dzieciom Siłę: https://gadki.fdds.pl/.

Jak myślisz, co jeszcze możemy zrobić? Czy któraś z moich refleksji była dla Ciebie pomocna? Coś Cię poruszyło? Z czymś się nie zgadzasz? Będę wdzięczna jeśli dasz mi znać w komentarzu.

A jeśli uznasz ten tekst za wartościowy, proszę podziel się nim z innymi rodzicami.

Źródła:

[1] https://www.youtube.com/watch?v=BrUvQ3W3nV4&t=2s

[2] https://gadki.fdds.pl/

[3] http://brpd.gov.pl/sites/default/files/jak_kochac_dziecko_dziecko_w_rodzinie.pdf

[4] https://laurenskids.org/how-good-parents-miss-child-sexual-abuse-and-5-questions-to-change-that/

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *