fbpx
Zaznacz stronę

Czy pośród wielu czynników, które mają znaczenia dla zdrowia i szczęścia jest jeden, który ma największe znaczenie? Badania Harvard Study przypominają o tym, co naprawdę ważne.

Bardziej, więcej, wyżej

„Wiemy, że szkoła to nie jest prawdziwe życie. Ale na moje życie składa się tylko szkoła. Coś jest nie tak.”– powiedziała uczennica gimnazjum, jedna z bohaterek filmu dokumentalnego „Alfabet”.

Słyszę mocno ten głos sprzeciwu wobec podporządkowania obecnego życia sukcesowi w nieokreślonej przyszłości.

Od początku edukacji z różnych stron, czasem wprost, a czasem mimochodem ludziom wmawia się, że, aby mieć udane życie trzeba, jak najwięcej osiągnąć. System edukacji sprzyja rywalizacji. Już od dzieciństwa trwa wyścig ku jak najlepszym ocenom i jak najwyższym osiągnięciom, najlepiej wszechstronnym.  To ma zwiększyć prawdopodobieństwo dostania się na studia, które mają dać szansę na „dobrą” pracę. “Ucz się ucz, bo nauka, to potęgi klucz”.”Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Potem zostaje już poświęcać się pracy, starać się bardziej i osiągać więcej, by piąć się po szczeblach kariery…

Co tak naprawdę jest ważne?

Do czego dążymy w życiu? Czy zdobywanie kolejnych zawodowych osiągnięć lub gromadzenie pieniędzy (by godnie żyć/ spłacić kredyt/ wyjechać na wakacje/ mieć jeszcze więcej), naprawdę dają szczęście?

Co by było gdybyśmy mogli badać ludzi od wieku nastoletniego, aż do starości, żeby zobaczyć, co sprawia, ze ludzie są zdrowi i szczęśliwi?

To się wydarzyło. Zbadaliśmy.

80 lat badań

The Harvard Study to chyba najdłuższe badania nad rozwojem człowieka, jakie przeprowadzono. Od 1938 roku, przez niemal 80 lat  śledzono życie 724 mężczyzn. Niektórzy z nich nadal żyją, mając ponad 90 lat. Co roku pytano ich o pracę, życie rodzinne, zdrowie, oczywiście  nie wiedząc, jak potoczą się ich życiowe historie. To badanie to nie byle ankieta. Przez cały okres jego trwania prowadzone były rozmowy, badacze mieli wgląd do danych medycznych, poobierali uczestnikom krew, wykonywali skany mózgu, rozmawiali z dziećmi i żonami badanych, a nawet nagrywali  ich kłótnie.

Wszystko zaczęło się od zebrania grupy badanej wśród 19-latków. A właściwie dwóch. Pierwszą stanowili studenci II roku Uniwersytetu Harvarda. Drugą- chłopcy z najbiedniejszych dzielnic Boston, głównie dlatego, że pochodzili z rodzin z różnymi trudnościami. Większość z nich żyła w kamienicach, wielu bez ciepłej i bieżącej wody.

Kiedy dorośli, poszli różnymi życiowymi drogami- zostali murarzami, pracownikami fabryk, prawnikami, czy lekarzami, jeden został prezydentem USA. Grupa studentów skończyła studia podczas II wojny światowej, większość z nich wzięło w niej udział.

Niektórzy popadli w alkoholizm, kilku doświadczyło schizofrenii. Inni wspięli się po drabinie społecznej z dołu, aż na sam szczyt. Byli też tacy, którzy pokonali drogę w drugą stronę.

Lekcje o zdrowiu i szczęściu

Do czego doszło kilka pokoleń naukowców, którzy zajmowali się tym projektem? Odkryli kilka ważnych faktów o zdrowiu i o relacjach międzyludzkich.

Co sprzyja zdrowiu?

Śledząc życie obu badanych grup naukowcy wyłonili kilka czynników, które pomagały przewidzieć, kto zestarzeje się w zdrowiu: ograniczenie alkoholu, wystarczająca ilość ruchu i utrzymanie odpowiedniej masa ciała są bardzo ważne. Ale wcale nie mniejsze znaczenie mają dobre małżeństwo, edukacja i umiejętności, jakie w wolnym tłumaczeniu można określić związanymi z dojrzałością (i nie chodzi o wiek, raczej o dojrzałość psychiczną). Badacze, jako sprzyjające zdrowiu wymieniają takie cechy, czy raczej postawy, jak stoicyzm i altruizm.

Naprawdę jesteśmy stworzeni do relacji! Dr. Robert Waldinger- psychiatra i kierownik badania wyciąga mocny wniosek- samotność zabija. Ludzie bardziej związani z rodziną przyjaciółmi, czy społeczeństwem są szczęśliwsi, fizycznie zdrowsi i żyją dłużej niż ci, którzy nie utrzymują takich kontaktów.

Waldinger podkreśla, że dbanie o ciało jest ważne, ale troszczenie się o relacje również jest formą dbania o siebie.

Nie tylko ilość, ale jakość

Osoby bardziej odizolowane od innych, niż by tego chciały mają gorsze samopoczucie, ich zdrowie pogarsza się wcześniej w wieku średnim, mózg szybciej się starzeje i żyją krócej niż ci, którzy nie są samotni. A przecież można być samotnym w tłumie, w rodzinie, w małżeństwie…

Nie chodzi więc tylko o liczbę przyjaciół, ani o bycie w stałym związku, ale o jakość bliskich relacji.

Okazuje się, że życie w długotrwałym konflikcie źle wpływa na zdrowie. Dotyczy to zarówno małżeństwa, jak i rodzinnych waśni, które pogarszają stan psychofizyczny chowających urazę.

Życie w dobrym, ciepłym związku jest czynnikiem ochronnym. Gdy badani dożyli do 80 lat, naukowcy, cofnęli się do zgromadzonych na ich temat danych z czasów, gdy byli w średnim wieku. Chcieli sprawdzić, czy udałoby się przewidzieć, kto będzie szczęśliwym, zdrowym 80-latkiem, a kto nie. To nie poziom cholesterolu w wieku 50 lat pozwalał przewidzieć ich starość, ale poziom zadowolenie z relacji z innymi. Ci najbardziej zadowoleni z bliskich związków w wieku 50 lat, byli najzdrowsi, gdy skończyli osiemdziesiątkę.

Dobre relacje wydają się nas chronić od niektórych problemów związanych ze starzeniem się. Ci z badanych staruszków, którzy w wieku ponad 80 lat pozostawali w szczęśliwych związkach twierdzili, że nawet kiedy odczuwali większy fizyczny ból, nadal byli szczęśliwi. U tych w nieszczęśliwych związkach- odczuwanie większego bólu fizycznego nasilało się przez cierpienie emocjonalne.

Ciepłe, głębokie relacje chronią nie tylko ciało, ale też mózg. Ludzie, którzy czują, że będąc w potrzebie mogą polegać na drugiej osobie dłużej zachowują dobrą pamięć, niż ci, którzy nie mają takiego poczucia. Dobre relacje nie znaczy- bezkonfliktowe. Niektóre pary w wieku 80 lat, nadal się kłóciły, nawet całymi dniami, ale jeśli były przekonane, że mogą na siebie liczyć, te sprzeczki nie wpływały na ich pamięć.

Dzieciństwo ma znaczenie, ale nie jest wyrocznią

Tak długie badania pozwoliły zobaczyć związek pomiędzy wczesnym dzieciństwem, tym, jak mężczyźni regulują emocje w średnim wieku i jak dbają o swoje relacje w starości.

Ci, którzy dojrzewali w środowisku pełnym ciepła i miłości, używali bardziej adaptacyjnych strategii zarządzania emocjami w średnim wieku i częściej tworzyli związki oparte na bezpiecznym przywiązaniu, także wtedy, gdy byli już starsi. To niejedyne badanie, które sugeruje, że więź, którą tworzymy z dziećmi, w pierwszych latach życia i to, w jaki sposób budujemy z nimi relacje ma znaczenie nie tylko w dzieciństwie, ale wpływa na całe ich życie.

Badacze Waldinger i Schulz podkreślają, że jest wiele dróg, by poradzić sobie z tym, że nasze dzieciństwo było dalekie od ideału, jak aktywna praca nad rozwojem cieplejszych, zdrowszych relacji w dorosłości, czy uczenie się bardziej adaptacyjnych strategii regulowania swoich emocji.

Właśnie po to piszę o tym badaniu, po to jest ten blog. Żeby zaprosić Was do świadomego wejścia na drogę zmian, by budować relacje, o jakich marzymy, nawet, jeśli nikt nie przekazał Wam takich umiejętności.

Relacje ważniejsze niż pieniądze, czy sława

Wnioski z badań to nie lekcje o bogactwie, sławie, czy coraz cięższej pracy.

80 lat badań mówi znam jedno- dobre relacje czynią nas szczęśliwszymi i zdrowszymi. Bliskie, głębokie związki z innymi ludźmi mają większe znaczenie dla jakości życia niż pieniądze, czy sława. Okazują się być lepszym predyktorem długich i szczęśliwych lat niż status socjoekonomiczny, czy poziom inteligencji. Według tych badań nawet geny mają mniejsze znaczenie niż one. Oczywiście w badaniach statystyka odgrywa niemałą rolę. Najlepsze relacje nie dają gwarancji, że nigdy nie zachorujecie, ani, że Wasz mózg będzie się starzał bez problemów z pamięcią. Badania sugerują jednak, że dbając o związki z innymi ludźmi możemy znaczenie zwiększyć prawdopodobieństwo zdrowej i radosnej starości. Może warto spróbować?

„Kiedy rozpoczynano badania nikt nie przywiązywał wagi do empatii czy przywiązania”– mówi dr Vaillant- „Ale kluczem do szczęśliwego życia są relacje, relacje, relacje.

Jak budować takie relacje?

Kiedy usłyszałam o tych badaniach po raz pierwszy pomyślałam: Wszystko pięknie, ale jak mam budować takie relacje? Jak wychowywać dzieci, by potrafiły to robić? Bo przecież dobre relacje- szczególnie te najbliższe nie zdarzają się przypadkiem. A ich budowanie w codzienności wcale nie jest proste…

Jestem na ten drodze już długi czas. Po licznych wzlotach i upadkach wiem już, że warto. Chcę Ci dziś zadać dwa pytania:

1. Jakich relacji chcesz w Twojej rodzinie, czy wśród innych bliskich Ci osób?

Może ta wizja jest odległa od tego, co jest teraz? Jeśli tak jest, wiesz już, czego pragniesz, a to pierwszy krok do zmiany. To praca na całe życie. Daj sobie czas, by powoli iść w tym kierunku.

2. Jaki pierwszy, choćby najmniejszy krok możesz zrobić dzisiaj, żeby zbliżyć się do tej wizji? Każda wielka zmiana zaczyna się od małego kroku. Zacznij dzisiaj. Zacznij teraz.

Odwołując się do doświadczeń dwóch uczestników badania, którzy takie relacje znaleźli w późnym okresie życia:

Nigdy nie jest za późno by odrodzić się przez miłość”.

Życzę nam odradzania się w miłości. Każdego dnia.

Dorota

 

Bibliografia:

https://www.adultdevelopmentstudy.org/news

https://www.who.int/bulletin/volumes/89/4/11-020411/en/

https://www.scientificamerican.com/article/men-with-happier-childhoods-have-stronger-relationships-in-old-age/

https://ajp.psychiatryonline.org/doi/full/10.1176/appi.ajp.158.6.839

https://news.harvard.edu/gazette/story/2017/04/over-nearly-80-years-harvard-study-has-been-showing-how-to-live-a-healthy-and-happy-life/